Hipisi
Hipisi to kontrkultura, która w drugiej połowie lat 60. XX wieku wyrosła z amerykańskich kampusów i ulic San Francisco, a stamtąd rozlała się na cały świat: od Londynu i Amsterdamu, przez Meksyk i Australię, po miasta za żelazną kurtyną.
Dekadę później punkowcy krzyczeli "no future", ale hipisi wierzyli, że przyszłość da się zmienić: pokojem, wspólnotą i odejściem od kultury pieniądza i wojny. Ich hasła, "make love, not war" i "flower power", znają dziś nawet ci, którzy nigdy nie słuchali Grateful Dead. To też jedna z najłatwiej rozpoznawalnych na pierwszy rzut oka subkultur w historii: długie włosy, dzwony, kwiaty i koraliki.
Skąd się wzięło słowo — od hipstera do hippie
Słowo "hippie" pochodzi od "hipstera", czyli tego samego, którym w latach 40. nazywano fanów jazzu, o czym piszę w opisie hipsterów. W druku upowszechnił je 5 września 1965 roku dziennikarz Michael Fallon, który w "San Francisco Examiner" opisał młodych bywalców kawiarni Blue Unicorn w dzielnicy Haight-Ashbury jako nową odmianę beatników.
Etykieta szybko przyjęła się w mediach i objęła całe środowisko. Inna nazwa, "dzieci kwiaty" (flower children), wzięła się od kwiatów, które młodzi ludzie wplatali we włosy i rozdawali przechodniom.
Korzenie — beatnicy, natura i eksperymenty
Bezpośrednimi poprzednikami hipisów byli beatnicy: poeci, pisarze i muzycy, którzy w latach 50. odrzucili konwenanse amerykańskiej klasy średniej. Od nich hipisi przejęli slang, zamiłowanie do podróży i zainteresowanie wschodnią duchowością.
Pomostem między obiema epokami był Allen Ginsberg, autor "Howl". To on w 1965 roku wymyślił hasło "flower power", proponując, by uczestnikom antywojennych marszów rozdawać masy kwiatów, które wręczaliby policjantom, dziennikarzom i politykom.
Korzenie sięgają jednak głębiej. Na przełomie XIX i XX wieku w Niemczech działał ruch Wandervogel: młodzież uciekająca z miast na wędrówki, śpiewająca przy gitarach i odrzucająca formalne stroje.
W Kalifornii istnieli z kolei "nature boys": długowłosi, brodaci wielbiciele zdrowego jedzenia, jogi i życia blisko natury. Piosenka "Nature Boy" autorstwa eden ahbeza, w 1948 roku wykonana przez Nata Kinga Cole'a, była jednym z ich manifestów.
Do tej mieszanki dołączyły eksperymenty z psychodelikami. Pisarz Ken Kesey, po sukcesie powieści "Lot nad kukułczym gniazdem" z 1962 roku, zebrał wokół siebie grupę Merry Pranksters. Jeździła po Stanach kolorowym autobusem o nazwie "Furthur", prowadzonym przez Neala Cassady'ego, bohatera "W drodze" Kerouaca.
Na organizowanych przez nich "Acid Testach" tysiące osób po raz pierwszy zetknęły się z LSD, muzyką na żywo i pierwszymi pokazami świetlnymi, a styczniowy Trips Festival w 1966 roku przyciągnął w San Francisco około 10 tysięcy ludzi. Harvardzki psycholog Timothy Leary głosił w tym czasie, że LSD jest sakramentem, i we wrześniu 1966 roku założył własną organizację religijną.
Haight-Ashbury i Lato Miłości (1966–1967)
Centrum ruchu stała się dzielnica Haight-Ashbury w San Francisco, gdzie tanie mieszkania w wiktoriańskich kamienicach przyciągały artystów, muzyków i studentów. Działali tu Diggers, anarchistyczna grupa teatru ulicznego, która od 1966 roku prowadziła "darmowe sklepy" i rozdawała jedzenie, próbując zbudować mikrospołeczeństwo bez pieniędzy. Nazwę wzięli od angielskich Diggersów z XVII wieku.
Rok 1967 przyniósł kolejne kamienie milowe:
- 14 stycznia, Human Be-In. Darmowy zlot muzyki, poezji i medytacji w Golden Gate Park zgromadził około 30 tysięcy osób. Leary rzucił tam swoje słynne "turn on, tune in, drop out".
- Maj, "San Francisco". Singiel Scotta McKenzie "San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)", napisany przez Johna Phillipsa z The Mamas & the Papas, doszedł w Stanach do 4. miejsca listy Billboardu, a w wielu krajach poza USA wskoczył na sam szczyt.
- Czerwiec, Monterey Pop Festival. Wprowadził muzykę kontrkultury do szerokiego obiegu.
Latem 1967 roku, nazwanym później Summer of Love, do Haight-Ashbury zjechało, według szacunków, nawet 100 tysięcy młodych ludzi. Dzielnica nie była na to gotowa: przeludnienie, bezdomność, głód, narkotyki i przestępczość szybko zamieniły utopię w problem.
6 października 1967 roku odbyła się tam symboliczna ceremonia "Death of the Hippie", podczas której "pochowano" hipisa. Organizatorzy chcieli dać sygnał, że to koniec zjawiska w dotychczasowej postaci, i zachęcić ludzi, by zostali tam, gdzie mieszkają, i budowali swoją rewolucję we własnym otoczeniu.
Wartości i idee — pokój, miłość, wolność
Sercem ruchu był sprzeciw wobec wojny w Wietnamie: hipisi chodzili na marsze, palili karty powołania, a "make love, not war" stało się jednym z głównych zawołań epoki.
Symbol pokoju, który dziś kojarzymy z nimi, powstał zresztą jeszcze przed ruchem. W 1958 roku zaprojektował go Gerald Holtom dla brytyjskiej Kampanii na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND), łącząc w nim znaki semaforowe liter N i D od "nuclear disarmament". Po raz pierwszy pojawił się na marszu do Aldermaston 4 kwietnia 1958 roku, a do 1968 roku stał się powszechnym znakiem pokoju, mocno związanym z hipisami.
Flower power w praktyce zobaczyła cała Ameryka w październiku 1967 roku, podczas marszu na Pentagon. Demonstranci stanęli naprzeciw żołnierzy Gwardii Narodowej i wkładali im kwiaty w lufy karabinów. Zdjęcia Marca Riboud i Bernie Bostona, którego "Flower Power" nominowano do Nagrody Pulitzera, obiegły świat.
Ten sam marsz współorganizowali Abbie Hoffman i Jerry Rubin z Yippies, czyli bardziej politycznego, żartobliwie anarchistycznego skrzydła kontrkultury, które zapowiadało, że siłą woli "uniesie" Pentagon.
Sam ruch był jednak bardziej kulturowy niż polityczny. Jak streścił to magazyn "Time" w 1967 roku, hipisi mieli robić swoje, gdzie i kiedy chcą, i po prostu "wypaść" z systemu. Odrzucali materializm, korporacyjną karierę i tak zwany Establishment, a w zamian szukali duchowości poza kościołami: w buddyzmie, hinduizmie, taoizmie, jodze i medytacji.
Beatlesi w 1968 roku pojechali do Indii do Maharishi Mahesh Yogi. Pod koniec lat 60. i na początku 70. setki tysięcy młodych ludzi wyruszyły lądowym "szlakiem hipisów" przez Turcję, Iran, Afganistan i Pakistan, z przystankami w Goa i na Freak Street w Katmandu.
Ważną rolę odgrywały wspólnoty. Hog Farm Wavy Gravy'ego zajmowała się między innymi bezpieczeństwem i opieką nad uczestnikami Woodstocku, a The Farm w Tennessee, założona w 1970 roku przez Stephena Gaskina, przetrwała jako jedna z najbardziej znanych komun.
W komunach dzielono się dobytkiem, uprawiano jedzenie, często wegetariańskie, a tradycyjną rodzinę zastępowała szersza wspólnota, z ideą wolnej miłości włącznie. Nieodłączną, choć niejednoznaczną częścią tej kultury były też narkotyki. Marihuanę i LSD traktowano jako narzędzia poszerzania świadomości, a ich skutki uboczne z czasem stały się jedną z przyczyn kryzysu ruchu.
Woodstock i koniec ery (1969)
Symbolem szczytu i zarazem końca dekady stał się Woodstock. Festiwal odbył się w dniach 15–18 sierpnia 1969 roku na farmie Maxa Yasgura w Bethel w stanie Nowy Jork. Organizatorzy (Michael Lang, Artie Kornfeld, John Roberts i Joel Rosenman) spodziewali się około 50 tysięcy osób, a przyjechało, według szacunków, od 460 do 500 tysięcy.
Bilet kosztował w przedsprzedaży 18 dolarów, deszcz zamienił pole w błoto, brakowało toalet i pomocy medycznej. Mimo to festiwal przeszedł do historii jako dowód, że pół miliona ludzi może spokojnie spędzić kilka dni w jednym miejscu.
Wystąpiło 32 wykonawców. Otwierał Richie Havens, grali między innymi Joan Baez, Santana, Janis Joplin, Grateful Dead, Creedence Clearwater Revival, The Who, Jefferson Airplane, Sly and the Family Stone i Crosby, Stills, Nash & Young. W poniedziałek rano całość zamknął Jimi Hendrix, grając dla kilkudziesięciu tysięcy widzów, którzy zostali do końca.
Nagrodzony Oscarem dokument o festiwalu z 1970 roku zrobił z niego jedno z najsłynniejszych wydarzeń w historii muzyki.
Cztery miesiące później, 6 grudnia 1969 roku, odbył się darmowy koncert The Rolling Stones w Altamont pod San Francisco. Pilnujący sceny Hells Angels zachowywali się brutalnie, a w trakcie występu zginął ugodzony nożem 18-letni widz. Wielu komentatorów uznaje Altamont za symboliczny koniec epoki.
Ruch nie zniknął z dnia na dzień, ale na początku lat 70. mainstream wchłonął już jego modę i muzykę. Część hipisów przeniosła się do komun na wsi, część podążyła w stronę New Age, a inni, jak lubi się złośliwie zauważać, w latach 80. zamienili się w yuppies.
Muzyka
Dźwiękiem ruchu był rock psychodeliczny, który narodził się w połowie lat 60. w Stanach i w Wielkiej Brytanii. Za punkt wyjścia uznaje się często elektryczną wersję "Mr. Tambourine Man" Boba Dylana w wykonaniu The Byrds z 1965 roku. Potem przyszły "Revolver" The Beatles z 1966 roku i "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" z 1967 roku, płyta szybko pokochana przez hipisów za barwne, psychodeliczne brzmienie.
Prawdziwym domem gatunku była jednak scena San Francisco:
- Grateful Dead, znani z długich improwizacji.
- Jefferson Airplane z płytą "Surrealistic Pillow" z 1967 roku.
- Big Brother and the Holding Company z Janis Joplin.
- Quicksilver Messenger Service.
Grali w salach takich jak Fillmore i Avalon Ballroom, a wraz z muzyką pojawiały się "light shows": projekcje z olejów, barwników i slajdów, które miały naśladować doznania po LSD.
Do gitar ze sprzężeniem, wah-wah i fuzzem doszły instrumenty z Indii (sitar, tambura i tabla) oraz taśmy puszczane od tyłu i inne sztuczki studyjne. Obok nich brzmiały The Doors z Jimem Morrisonem i Jimi Hendrix, który przeszedł do historii między innymi występem na Monterey Pop w 1967 roku.
Drugim nurtem był folk i protest song: Bob Dylan, Joan Baez czy Crosby, Stills, Nash & Young łączyli akustyczne brzmienie z tekstami o wojnie i wolności.
Hipisowski świat trafił też na scenę teatralną. Premiera musicalu "Hair" odbyła się off-Broadway 17 października 1967 roku, a na Broadwayu 29 kwietnia 1968 roku, gdzie do 1972 roku grano go aż 1750 razy. Poruszał tematy wojny w Wietnamie, rasizmu i zniszczenia środowiska, a jego piosenki "Aquarius" i "Let the Sunshine In" stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych melodii epoki.
Ciuchy — jak wyglądał hipisowski styl
Moda hipisowska była odpowiedzią na ugrzecznione, dopasowane ubrania lat 50. i wczesnych 60., czyli garnitury i krawaty. Zasada brzmiała: im mniej korporacji i metek, tym lepiej. Ubrania szyto, łatano i haftowano samodzielnie, kupowano w second-handach albo przywożono z podróży do Indii i Nepalu.
Podstawą męskiej i damskiej szafy były:
- Spodnie dzwony, czyli dżinsy szerokie od kolan w dół, często ozdabiane haftem i łatami.
- Koszule i bluzki: indyjskie koszule kurta, afrykańskie dashiki i chłopskie bluzki.
- Kamizelki i kurtki ze skóry lub zamszu z frędzlami, inspirowane strojami rdzennych Amerykanów.
- Dodatki: koraliki miłości (love beads), skórzane opaski na czoło, wianki z kwiatów, biżuteria inspirowana indiańską i okrągłe okulary w stylu Johna Lennona.
- Buty: sandały, mokasyny albo po prostu bose stopy.
Symbolem epoki stał się tie-dye, czyli farbowanie tkanin w węzły. Technika ma korzenie w dużo starszych tradycjach: japońskim shibori, którego początki sięgają VIII wieku, indyjskim bandhani i indonezyjskim plangi. W latach 60. używano do niej zwykle domowych barwników Rit, choć, wbrew obiegowemu wyobrażeniu, nawet w kontrkulturze była wtedy mniej powszechna niż w kolejnych dekadach.
Najważniejszym znakiem rozpoznawczym były jednak długie włosy, u mężczyzn i kobiet. To był najprostszy sposób, by pokazać, że nie chcesz mieć nic wspólnego z wojskowym, krótkim strzyżeniem.
Mężczyźni zapuszczali brody i wąsy (więcej w dziale Broda, choćby w opisie classic full beard), a kobiety często rezygnowały z makijażu i biustonoszy. Długie włosy przejęli później także metalowcy, choć w zupełnie innym klimacie.
Hipisi w Polsce
Ruch dotarł także za żelazną kurtynę. Według historyka Bogusława Tracza z katowickiego oddziału IPN, autora książki "Hippiesi, kudłacze, chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967–1975", polscy hipisi pojawili się w 1967 roku i działali do połowy lat 70.
Sami nazywali siebie "hippiesami" (spolszczenie angielskiego słowa) albo po prostu "ludźmi", a prasa i władze określały ich mianem "kudłaczy", "brudasów" i "chwastów". Nie był to ruch masowy, ale pojawiał się w każdym większym mieście, a także w mniejszych miejscowościach, między innymi w Krakowie, Warszawie, Gdańsku, Sopocie, Ustce i Jarocinie. Znana była też komuna hipisowska w Otwocku.
Muzyka docierała z Zachodu okrężnymi drogami. Gdańsk był jednym z najważniejszych ośrodków ruchu, bo marynarze przywozili tam płyty winylowe. Wielu słuchało też Radia Luxembourg i Wolnej Europy, a zachodnią prasę czytano w klubach Międzynarodowej Prasy i Książki.
Ważnym momentem dla całego pokolenia był koncert The Rolling Stones w Warszawie 13 kwietnia 1967 roku. Polscy hipisi nosili długie włosy, dzwony, kolorowe bluzki, koraliki i kwiaty we włosach, a wiele ubrań szyli i łatali samodzielnie.
Władze traktowały ich jako zagrożenie. Od jesieni 1967 roku Służba Bezpieczeństwa rozpracowywała środowisko pod kryptonimem "Kudłacze": podsłuchy, czytanie listów, rozmowy z nauczycielami. Milicja zatrzymywała hipisów za "włóczęgostwo" i niedopełnienie obowiązku meldunkowego, obcinała im włosy, a czasem ogalała głowy do skóry.
Zloty rozbijano brutalnie, jak w Chęcinach, gdzie uczestników pobito i poszczuto psami. Bezpieczniejszym miejscem spotkań była Jasna Góra w Częstochowie, bo milicja niechętnie wchodziła w tłum pielgrzymów. Propaganda widziała w nich przyczółek dywersji ideologicznej. W latach 70. w części środowisk pojawiły się opiaty z maku, co przyczyniło się do rozpadu ruchu.
Tę historię opisał Kamil Sipowicz, sam związany z tym środowiskiem, w książce "Hipisi w PRL-u" z 2008 roku. Ducha tamtych czasów wielu odnajduje dziś na festiwalu Jurka Owsiaka. W lipcu 1995 roku wystartował on jako Przystanek Woodstock w Czymanowie nad Jeziorem Żarnowieckim, z hasłem "Miłość, Przyjaźń, Muzyka", a od 2018 roku działa pod nazwą Pol'and'Rock Festival.
Od czego zacząć
Jeśli miałbym wskazać punkty startowe, wybrałbym te pozycje:
- Muzyka: "Surrealistic Pillow" Jefferson Airplane i "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" Beatlesów, obie z 1967 roku. To dwa bardzo różne oblicza tej samej epoki.
- Filmy: dokument "Woodstock" z 1970 roku oraz "Easy Rider" z 1969 roku.
- Książki: "Lot nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya i "The Electric Kool-Aid Acid Test" Toma Wolfe'a z 1968 roku, reportaż o Merry Pranksters.
- Polska odsłona: wspomniany Sipowicz i monografia Bogusława Tracza.
Co po nich zostało
Wiele pomysłów hipisów weszło do codzienności tak głęboko, że przestaliśmy je z nimi kojarzyć: ekologia i żywność organiczna, wegetarianizm, joga i medytacja, spółdzielnie, energia alternatywna, niezależna prasa.
Ich estetyka wraca w kolejnych dekadach pod postacią stylu boho, a duch festiwali, od Woodstocku po Burning Man, przetrwał w letnich zlotach muzycznych na całym świecie. Do mody męskiej weszły dzwony, koszule z haftem, frędzle i tie-dye, wracające regularnie co kilka lat.
Nie wszystko z ich ideałów przetrwało próbę czasu: komuny rozpadały się, a wolna miłość i eksperymenty z narkotykami miały swoją cenę. Ale to hipisi pokazali na skalę całego świata, że wygląd, muzyka i sposób życia mogą tworzyć jedną spójną deklarację poglądów. Po ten pomysł sięgały potem kolejne subkultury.