Punk
Punk to jedna z tych subkultur, które nie tylko zmieniły brzmienie muzyki, ale przede wszystkim pokazały, że nie trzeba umieć grać, żeby założyć zespół i mieć coś do powiedzenia. Trzy akordy, złość i chęć zrobienia czegoś na własnych zasadach wystarczyły, żeby na dobre przewrócić do góry nogami muzykę i modę lat 70.
Początki — koniec lat 60. i pierwsza połowa lat 70.
Zanim punk dostał swoją nazwę, jego brzmienie testowały już zespoły z Detroit i Nowego Jorku. The Stooges z Iggym Popem i MC5 grali szybko, brudno i głośno, a New York Dolls dorzucili do tego przaśny, transwestycki glam.
To był bunt przeciwko rozdętemu rockowi stadionowemu i hipisowskiemu idealizmowi, który w połowie lat 70. zaczynał brzmieć coraz bardziej fałszywie. Ten okres nazywa się dziś proto-punkiem: fundamentem, na którym za kilka lat wyrośnie coś znacznie bardziej wybuchowego.
Wybuch — Nowy Jork i Londyn, 1974–1977
Właściwy punk narodził się niemal równocześnie po obu stronach Atlantyku. W Nowym Jorku scena skupiła się wokół klubu CBGB, gdzie w 1974 roku zaczęli grać Ramones: cztery krótkie, szybkie piosenki bez solówek i bez patosu, za to z genialnie prostym refrenem.
W Londynie punk wybuchł dwa lata później, kiedy Malcolm McLaren i Vivienne Westwood, właściciele butiku SEX przy King's Road, wypromowali Sex Pistols. Do tego doszedł The Clash, The Damned i cała fala zespołów śpiewających wprost o bezrobociu, nudzie i braku perspektyw. Stąd hasło "no future", które stało się nieformalnym mottem całego ruchu.
Punk rozwijał się równolegle z falą niezależnych wytwórni i fanzinów, bo mainstreamowy przemysł muzyczny długo nie miał zamiaru go tknąć.
Hardcore i lata 80.
Kiedy pierwsza fala punku zaczęła się wypalać, w Stanach Zjednoczonych narodziła się jego szybsza i bardziej agresywna odmiana: hardcore punk. Black Flag, Dead Kennedys, Bad Brains i Minor Threat grali krócej, mocniej i z jeszcze większym naciskiem na DIY. Sami organizowali trasy, sami nagrywali płyty, sami rozprowadzali je na koncertach.
Z kręgu Minor Threat i Iana MacKaye'a wyrósł straight edge. Ten odłam sceny odrzucał alkohol, narkotyki i przypadkowy seks, zachowując przy tym całą resztę punkowej etyki buntu.
W Wielkiej Brytanii równolegle rozwijała się scena Oi! i UK82, mocniej związana z klasą robotniczą i skinheadami niż pierwotny, bardziej artystowski punk z Londynu.
Lata 90. i dalej
W latach 90. punk trafił do mainstreamu w wersji dużo bardziej przystępnej. Green Day z albumem "Dookie" z 1994 roku, NOFX, Rancid czy Bad Religion pokazali, że punk może brzmieć czysto, melodyjnie i trafiać do MTV, nie tracąc przy tym całkiem swojego pazura.
Pod koniec dekady dołączył do nich Blink-182, domykając erę pop-punku, który wychował całe pokolenie nastolatków ze skateparków.
Sama scena nigdy jednak nie zniknęła. Obok wersji radiowej cały czas istniał, i istnieje do dziś, niezależny, DIY-owy underground wierny pierwotnym zasadom z CBGB i Londynu.
Ważne zespoły
Jeśli miałbym wskazać punkty startowe do poznania punku, zacząłbym od tych płyt:
- Ramones. Debiut z 1976 roku.
- Sex Pistols. "Never Mind the Bollocks", jedyny studyjny album zespołu.
- The Clash. "London Calling".
- Dead Kennedys. Ostry, polityczny "Fresh Fruit for Rotting Vegetables".
- Black Flag i Minor Threat. Wejście w odmianę hardcore.
- Green Day i Bad Religion. Punk lat 90.
Ten zestaw dobrze pokazuje, jak punk zmieniał się na przestrzeni dekad, nie tracąc przy tym swojego rdzenia.
Ciuchy — jak wyglądał punkowy styl
Punkowy styl narodził się w tym samym miejscu co muzyka: w londyńskim butiku SEX Vivienne Westwood i Malcolma McLarena. Był odpowiedzią na drogą, wypolerowaną modę dyskotekową połowy lat 70. Na punkowy zestaw składały się:
- Podarte ubrania spinane agrafkami.
- Spodnie bondage z paskami między nogawkami i kraciasty tartan.
- Koszulki robione samodzielnie, z naniesionymi hasłami, wybielaczem albo markerem.
- Skórzana ramoneska obwieszona naszywkami i ćwiekami.
- Glany albo inne solidne, wojskowe buty.
- Dodatki: łańcuchy, agrafki jako biżuteria i naszywki z logo ulubionych zespołów na kurtce.
Do tego fryzura, która stała się właściwie synonimem punku: irokez, często farbowany na jaskrawe kolory, albo po prostu ogolona głowa. Cały ten zestaw miał jeden wspólny mianownik: robisz to sam, z tego, co masz pod ręką, zamiast kupować gotowy obrazek.
Większość z tych elementów (ramoneska, glany, podarte dżinsy) dawno przeszła do głównego nurtu mody męskiej i rzadko kto pamięta, skąd się właściwie wzięły. Ale to właśnie punk jako jeden z pierwszych pokazał, że ubiór może być formą protestu, a nie tylko sposobem na dobre wyglądanie.