Dr. Martens – ikoniczna marka dla alternatywy i subkultur
Mało który przedmiot przeszedł tak długą drogę jak martensy. Zaczynały jako wygodne buty ortopedyczne, potem trafiły na nogi listonoszy i robotników fabrycznych, a w końcu stały się mundurem niemal każdej buntowniczej sceny ostatnich sześćdziesięciu lat — od skinheadów i punków, przez gotów, aż po grunge. W Polsce marka tak mocno zrosła się z ulicą, że dała początek potocznemu słowu „glany”. Oto krótka historia butów z żółtym przeszyciem.
Krótka historia marki
Bawaria, 1945 — lekarz ze skręconą kostką
Wszystko zaczęło się od kontuzji. Klaus Märtens, lekarz niemieckiej armii, uszkodził kostkę na nartach w Alpach Bawarskich. Wojskowe buty okazały się przy tym zbyt twarde, więc zaprojektował własne — z miękkiej skóry i z podeszwą wypełnioną powietrzem, która amortyzowała każdy krok. Wspólnie z inżynierem Herbertem Funckiem pod koniec lat 40. ruszył z produkcją, początkowo wykorzystując m.in. gumę z demobilu. Co ciekawe, przez pierwsze lata buty kupowały głównie starsze kobiety, które ceniły je za wygodę.
Anglia, 1960 — narodziny legendy
Pod koniec lat 50. Märtens i Funck zaczęli szukać partnerów za granicą. Odpowiedziała rodzina Griggsów, od pokoleń szyjąca buty w miasteczku Wollaston w hrabstwie Northamptonshire. Griggsowie kupili licencję, zangielszczyli nazwę na Dr. Martens i dodali elementy, które dziś rozpoznaje się z daleka: żółte przeszycie rantu, charakterystycznie żłobioną krawędź podeszwy i pętelkę na pięcie z napisem „AirWair”.
Pierwszy model zszedł z taśmy 1 kwietnia 1960 roku — stąd jego nazwa: 1460. Ośmiodziurkowy, wiśniowoczerwony but był tani, solidny i odporny na olej oraz kwasy, więc szybko trafił do listonoszy, policjantów, robotników i pracowników fabryk. Początkowo był więc butem roboczym, a nie modowym.
Od upadku do giełdy
Przez kolejne dekady martensy stały się symbolem młodzieżowych subkultur, ale biznesowo bywało różnie. Na początku XXI wieku firma znalazła się na skraju bankructwa i przeniosła większość produkcji do Azji. Fabryka w Wollaston działa jednak do dziś i szyje limitowaną linię Made in England — dla wielu fanów to „te prawdziwe” martensy. Marka wróciła do formy w latach 2010., a w 2021 roku zadebiutowała na Londyńskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Dziś w ofercie są też wersje wegańskie, sandały, platformy i kolaboracje z projektantami.
5 najpopularniejszych modeli Dr. Martens
Katalog marki liczy setki wzorów, ale kilka z nich to absolutna klasyka, od której większość osób zaczyna przygodę z martensami.
1. Dr. Martens 1460 — ośmiodziurkowy klasyk
Model, od którego wszystko się zaczęło, i do dziś najlepiej sprzedający się but marki. Osiem par dziurek, wysokość tuż nad kostkę, gładka skóra Smooth, żółte przeszycie i podeszwa AirWair. Najbardziej kultowe kolory to czarny i wiśniowy (Cherry Red). To właśnie 1460 ludzie mają na myśli, gdy mówią „glany”. Pasuje do wszystkiego: od czarnych rurek, przez szerokie jeansy, po spódnicę i rajstopy. Jeśli kupujesz jedną parę martensów w życiu — to powinna być ta.
2. Dr. Martens 1461 — półbut na trzy dziurki
Niski brat 1460, wypuszczony niedługo po nim. To trzydziurkowy półbut typu derby, z tą samą podeszwą i przeszyciem. Ma w sobie coś z szkolnego mundurka i coś z robotniczej solidności, dlatego świetnie łączy się zarówno z garniturem, jak i z podwiniętymi chinosami czy jeansami. Bardzo popularny wśród modsów, fanów ska i wszystkich, którzy chcą charakteru martensów bez ciężaru wysokiego buta.
3. Dr. Martens 2976 — sztyblety Chelsea
Klasyczne sztyblety z elastycznymi wstawkami po bokach i pętelkami do wciągania — bez sznurówek, zakładasz je w dwie sekundy. Mają w sobie rockowo-brytyjski sznyt lat 60., ale dzięki grubej podeszwie są cięższe i bardziej „uliczne” niż typowe chelsea boots. Świetny wybór dla osób, które chcą martensów w nieco bardziej eleganckim, minimalistycznym wydaniu — dobrze wyglądają z wąskimi czarnymi spodniami i płaszczem.
4. Dr. Martens Jadon — ośmiodziurkowe na platformie
Jadon to w zasadzie 1460 podkręcony do maksimum — ta sama sylwetka, ale na masywnej, wysokiej podeszwie typu platforma i z zamkiem błyskawicznym z boku, który ułatwia zakładanie. To jeden z najchętniej wybieranych modeli ostatnich lat, szczególnie w stylizacjach gotyckich, e-boy/e-girl i alternatywnych. Dodaje kilka centymetrów wzrostu i od razu zmienia proporcje całej sylwetki.
5. Dr. Martens Adrian — loafersy z frędzlami
Wsuwane mokasyny z frędzlami (tassel loafers) na klasycznej podeszwie marki. To ukłon w stronę eleganckiej strony brytyjskich scen — suedeheadów, rude boyów i ska revivalu — gdzie loafersy nosiło się do podwiniętych spodni i białych skarpetek. Dziś Adriany wróciły do łask w stylizacjach preppy i smart casual, zwłaszcza z garniturowymi spodniami albo prostymi jeansami.
Wpływ Dr. Martens na subkultury
Martensy nie stały się kultowe dzięki kampaniom reklamowym. To ulica przejęła je sama, a każda kolejna scena dopisywała im nowe znaczenie.
Mods i The Who — pierwszy krok na scenę
Jednym z pierwszych muzyków, którzy wynieśli martensy na scenę, był Pete Townshend z The Who. Nosił je jako manifest robotniczych korzeni i praktyczny wybór na energiczne koncerty. Dla młodych modsów był to sygnał, że roboczy but może być częścią świadomie budowanego stylu.
Skinheadzi — robotniczy mundur
Pod koniec lat 60. martensy stały się filarem stylu skinheadów: podwinięte jeansy, szelki, polo Fred Perry i wysokie glany. Dla robotniczej młodzieży były tanie, praktyczne i niezniszczalne. Z czasem na scenie pojawiły się nawet „kody” — kolor sznurówek czy wysokość buta miały sygnalizować przynależność do konkretnej frakcji, choć znaczenia te różniły się w zależności od miasta i dekady. Upolitycznienie części ruchu sprawiło, że marka na lata zyskała niechciany bagaż skojarzeń, od którego konsekwentnie się odcina.
Punk — bunt w ciężkim bucie
W latach 70. martensy przejęli punkowcy. Ciężki but idealnie pasował do podartych spodni, ramoneski i agrafek, a przy okazji sprawdzał się w pogo pod sceną. Punk dodał martensom kolorów — malowane, obklejone, porysowane, w szkocką kratę czy z flagą Wielkiej Brytanii. To wtedy ugruntował się ich wizerunek jako buta buntu, a nie tylko pracy.
Goci i metal — czerń i platformy
W latach 80. martensy stały się codziennością gotów i metalowców. Czarne, wysokie — często 10-, 14- albo nawet 20-dziurkowe — wiązane pod kolano, do skórzanych spodni i długich płaszczy. To z tej estetyki wyrastają dzisiejsze modele na platformie, takie jak Jadon.
Grunge i Britpop — lata 90.
W latach 90. martensy zeszły z ulicznych scen do szerokiego mainstreamu. Grunge z Seattle łączył je z flanelą, znoszonymi jeansami i swetrami w stylu „nie obchodzi mnie, jak wyglądam”, a w Wielkiej Brytanii nosiły je zespoły i fani Britpopu. Więcej o tamtej estetyce przeczytasz w naszej kapsułce lat 90', w której martensy są jednym z kluczowych elementów. Na przełomie wieków po glany chętnie sięgała też scena emo.
Glany w Polsce
W PRL oryginalne martensy były praktycznie nieosiągalne, więc polscy punkowcy, metalowcy i skini nosili przede wszystkim wojskowe buty i ich krajowe odpowiedniki. To od nich przylgnęło słowo „glany”, którym do dziś określamy każdy ciężki, sznurowany but za kostkę. Prawdziwe Dr. Martensy przywiezione z Zachodu były na scenie obiektem zazdrości i pewnego rodzaju nobilitacją.
Wpływ na modę alternatywną i mainstream
Dziś martensy noszą zarówno punkowcy, jak i osoby, które nigdy nie były na koncercie. To przykład tego, jak subkultura potrafi wprowadzić przedmiot do szerokiej mody — podobnie jak stało się z ramoneską czy flanelową koszulą.
- Uniseks, zanim stało się to modne. Martensy od początku nosili wszyscy — chłopcy i dziewczyny na scenie punkowej czy gotyckiej mieli te same buty. Kontrast ciężkiego glana z sukienką to dziś klasyka mody alternatywnej.
- Wybieg i kolaboracje. Marka współpracowała z projektantami i domami mody, m.in. z Yohjim Yamamoto i Comme des Garçons. Glany regularnie wracają na wybiegi jako znak „pazura” w kolekcji.
- Moda kontra tożsamość. Gdy coś trafia do sieciówek, przestaje być znakiem rozpoznawczym. Dla wielu fanów martensy wciąż jednak znaczą więcej niż trend: to symbol niezależności i przynależności do „innych”.
- Trwałość i drugi obieg. Dobrze utrzymane martensy służą latami, dlatego świetnie sprawdzają się z drugiej ręki. Jeśli chcesz upolować parę taniej, przeczytaj nasz poradnik o kupowaniu używanych ubrań przez internet.
Podsumowanie
Dr. Martens to marka, która nie musiała udawać buntu — dostała go od ludzi, którzy ją nosili. Lekarz z Bawarii zaprojektował wygodny but, rodzina Griggsów zrobiła z niego robotniczą klasykę, a skinheadzi, punki, goci i grunge'owcy uczynili z niego symbol. Niezależnie od tego, czy wybierzesz klasyczne 1460, półbuty 1461, czy platformy Jadon, zakładasz kawałek historii brytyjskiej ulicy. Więcej o scenach, które ukształtowały te buty, znajdziesz w dziale Subkultury.